<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Spotkanie z Uszakową">
<author_1="Lucjan Kydryński">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="10">
<date="1954-10-10">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nasz stolik był najgęściej obsadzony. Każdy mówił, każdy pytał, każdy o co innego. Jeden o taniec, drugi o telewizję, trzeci — o stan cywilny (to ja!). W rezultacie dowiedzieliśmy się po pierwsze, że Uszakowa: Męża, owszem, posiada. Jest on jednak operatorem kroniki filmowej, a nie — jak sądzili niektórzy — zdymisjonowanym admirałem. Telewizor posiada również. Najchętniej ogląda w nim filmy, w których sama występuje. Tańczy chętnie i — (dopisek nasz) — bardzo dobrze, co zresztą nieco później udowodniła praktycznie. Gdy pierwszy szał pytań nieco minął, również i odpowiedzi stały się bardziej usystematyzowane. Okazało się, że Uszakowa jest aktorką dopiero od niedawna. Zaledwie cztery lata temu ukończyła Instytut Filmowy w Moskwie, jedyną w Związku Radzieckim uczelnię kształcącą aktorów filmowych. Instytut Filmowy w Leningradzie ma bowiem tylko klasy operatorów, techników itd. Po ukończeniu szkoły została zaangażowana do moskiewskiego Teatru Kino-aktora. — Jakżeż tu jednak — powiada — występować na scenie, jeśli grywa się w filmach i w związku z tym ma się ciągłe wyjazdy. Takie np. „Promienie śmierci", czyli - jak się to w ZSRR ładniej nazywa — „Srebrzysty pył", kręciliśmy częściowo na Krymie, w Jałcie. Pojechało się tam. Mój nowy film „O tym zapomnieć nie wolno", wyświetlany obecnie w ZSRR, rozgrywa się na Ukrainie. Pojechało się tam również. Pierwsze kroki na ekranie, w „Mussorgskim" stawiałam w Leningradzie. A więc — jak tu występować na scenie? — Sami wiemy, że trudno, ale co robić? Nasi aktorzy mają podobne kłopoty. Czy zna pani kogoś spośród polskich aktorów filmowych? — Owszem. Szczególnie Śląską i Wołtejkę.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
